Nazaret w Japonii

Dominika Morawska 

Nasza przygoda zaczęła się tak: pojechaliśmy na drugi koniec świata do miejscowości, której nazwy nawet nie jesteśmy w stanie wymówić, myślałyśmy, że codziennie będziemy jeść sushi na obiad i nosić kimona, ale nasze przypuszczenia były dalekie od rzeczywistości…


Po szczegółowej kontroli celnej, wyszłyśmy z bagażami z terminala do hali przylotów, gdzie od razu zalała nas fala życzliwości; nasi japońscy opiekunowie serdecznie nas przywitali, zadając szczegółowe pytania o nasz lot i samopoczucie. Oczywiście nie mogło obyć się bez sesji zdjęciowej. Wieczorem dotarliśmy do hotelu w Himeji, który nie wiele się różnił od tych europejskich (oprócz paru dziwnych urządzeń, wszechobecnych automatów z napojami i porannej, ustawionej loterii cukierkowej), ale już następnego ranka musiałyśmy zmierzyć się z pierwszym wyzwaniem – japońskim stołem szwedzkim, który jedyne co miał wspólnego z zachodnimi bufetami to, to że był stołem. Po niecodziennym śniadaniu poszłyśmy pierwszy raz do szkoły. Podczas naszego pobytu zauważyłyśmy wiele różnic pomiędzy polskim a japońskim szkolnictwem: od takich najmniejszych, jak sposób pisania 1, 4, 7 czy niezamykanie pierwiastków, po różnorodność zajęć dodatkowych (kaligrafia, ceramika, doradztwo zawodowe, kluby sportowe) i całkowicie inny sposób podejścia do ucznia i nauki. Inną rzeczą, która nas zadziwiła, był fakt, iż szkoła mieściła się w 4 budynkach, a uczennice, bez względu na warunki pogodowe, musiały się przemieszczać między nimi. Pomimo znaczących różnic pomiędzy Europą a Japonią, od razu znalazłyśmy wspólny język z dziewczynami. Dzielą nas tysiące kilometrów, ale jako uczennice musimy codziennie zmagać się z takimi samymi wyzwaniami i problemami. Dzielimy ten sam los ucznia.

Po zetknięciu się z japońskim systemem edukacji maiłyśmy okazję poznać sztukę i historię Japonii. Podróżując po różnych miastach, zwiedzałyśmy najważniejsze i najpiękniejsze zabytki. Jednym z nich był zamek w Himeji, który nas wyjątkowo zadziwił. Z zewnątrz wyglądał pięknie i majestatycznie, natomiast w środku był pusty. Jego głównym zadaniem było pokazanie potęgi miasta wrogowi. Innym niezwykłym miejscem była góra Inasa, z której mogłyśmy podziwiać zapierający dech widok Nagaski nocą. Ze wszystkich rzeczy, które przeżyłyśmy w Japonii, najcenniejszy i najbardziej wyjątkowy był czas spędzony z naszymi rodzinami goszczącymi. Każdy z nich starała się pokazać nam jak najwięcej i przybliżyć kulturę swojego kraju. Po lekcjach razem spacerowałyśmy po Himeji, robiłyśmy zakupy, podziwiałyśmy piękno ich miasta, a wieczorami miałyśmy wiele okazji do wspólnego, rodzinnego gotowania, które (jak wszystko) w wielu aspektach różniło się od naszego polskiego. Podczas lunchu z dyrektorem szkoły, po zapytaniu, co nam się najbardziej podobało, jednogłośnie odpowiedziałyśmy, że czas spędzony z rodzinami.

Japonia to piękny kraj, pełen zaskoczeń. Nasz pobyt tam był nas wszystkich niesamowitą przygodą, którą zapamiętamy na całe życie. Mamy nadzieję, że przyjaźnie zawarte z naszymi rodzinami goszczącymi i dziewczynami przetrwają i będą się dalej rozwijać.

Wszystko, co jest nie do zabrania z Japonii, to jej ulotność, tajemniczość. – Jan Peszek